Wielka Brytania (Zjednoczone Królestwo) Wersja angielska / English version

Niemcy Wersja niemiecka / Deutsche Version

Tryptyk św. Maksymiliana

Po prawej stronie naszego kościoła znajduje się tryptyk pędzla Piotra Moskala z Krakowa, namalowany w roku 1998, poświęcony pobytowi św. Maksymiliana w KL Auschwitz. Pod tryptykiem, w ścianie,  wmurowana jest urna z prochami zamordowanych więźniów z kamienną  tablicą, na której wypisane są nazwy państw, z których pochodzili więźniowie.

Relikwie św. Maksymiliana

Relikwie, to pamiątki, jakie pozostawili nam po sobie święci. Są to fragmenty  ich ciał (relikwie bezpośrednie) albo przedmioty, których używali (nazywane relikwiami pośrednimi).

Włos z brody św. Maksymiliana

Jedyne na świecie bezpośrednie relikwie św. Maksymiliana poddane badaniom DNA, to włosy z jego brody, które zostały zabezpieczone przed II wojną światową. Na początku II wojny światowej, kiedy gestapo w poszukiwaniu ukrywających się Żydów zaczęło przetrząsać także polskie klasztory, bracia z Niepokalanowa postanowili zgolić swoje brody. Wśród nich był także ojciec Kolbe. Klasztorny fryzjer schował sobie na pamiątkę pukiel Maksymilianowej brody, który stał się relikwią, dziś z najwyższym pietyzmem przechowywaną w Pabianicach.

Ciało ojca Maksymiliana spalono w krematorium w KL Auschwitz. Nie wiadomo, co się stało z jego prochami. Popioły krematoryjne Niemcy wywozili na pola uprawne, wrzucali do stawów, dołów, wyrobisk, a nawet do przepływających w pobliżu obozu rzek: Soły i Wisły.

Dzięki staraniom kapłanów pracujących w naszej parafii relikwie trafiły z Niepokalanowa do naszej świątyni. Oddawanie czci relikwiom w naszej parafii - w każdy czwartek w ciągu roku podczas Nowenny ku czci św. Maksymiliana oraz podczas uroczystości diecezjalnych i parafialnych 14 sierpnia, to wyraz szacunku dla świętego i prośba o Jego wstawiennictwo w zanoszonych przez wiernych modlitwach.

Różaniec św. Maksymiliana

Drugą pamiątką po ojcu Maksymilianie jest cząstka jego różańca, przechowywana w zaszklonym pudełeczku trzymanym w dłoni figurki Maryi Niepokalanej. Różaniec przechował chorzowianin, Wilhelm Żelazny. Trafił do obozu jako nastolatek za działalność konspiracyjną. Tutaj podpadł jednemu z esesmanów - Niemiec przewrócił go na ziemię i deptał po klatce piersiowej, aż chłopakowi połamał żebra. Ten w ciężkim stanie dostał się do obozowego szpitala na blok nr 28. Będąc przez długie tygodnie w ciężkim stanie Pan Żelazny bliski był śmierci i w wielkiej rozpaczy chciał rzucić się na druty pod napięciem. Był konający, kiedy przyszedł doń ojciec Maksymilian. Wyspowiadał go i pocieszał, a w pewnej chwili sięgnął do kieszonki przyszytej pod pachą pasiaka i wyjął kawałek różańca. „Ty jesteś młody, na pewno przetrwasz, weź go na pamiątkę i módl się na nim codziennie ” – powiedział Ojciec Maksymilian. Żelazny przeżył.

Pan Wilhelm Żelazny, więzień obozu w Oświęcimiu o nr 1126, dobrze znał Ojca Maksymiliana, który został deportowany do Auschwitz jako więzień polityczny.

Pan Wilhelm zeznał pod przysięgą, że Ojciec Maksymilian opowiadał więźniom (czego sam był świadkiem) historię tego różańca. Otóż w lutym 1941 roku Ojciec Maksymilian trafił do więzienia na Pawiaku i tam podczas pobytu SS-man bił go tym różańcem po policzkach, podstawiał pod nos i kazał wąchać, a następnie rzucał na ziemię i deptał, a przy tym bił Go i kopał. Brakujące paciorki o. Maksymilian uzupełniał z nici wyciągniętych z habitu. Po odzyskaniu zdrowia Pan Wilhelm został przewieziony do Katowic, a potem wywieziony na roboty w głąb Niemiec. Później przez Francję i Włochy dołączył do armii gen. Andersa i z częścią wojska powrócił do kraju. Maksymilianowy różaniec przechowywał jako rzecz najdroższą. Po wojnie był pilnowany przez SB, dlatego różaniec z innymi pamiątkami z czasów okupacji był przechowywany w Katowicach w domu siostry ks. bp. Bednorza. Różaniec Ojca Maksymiliana Pan Wilhelm Żelazny przekazał do kościoła św. Maksymiliana w Oświęcimiu 10 września 1989 r.

Mszał obozowy

Kojarzy się z grubą, ciężką księgą, zawierającą modlitwy używane podczas Mszy św. Ten mszał jest jednak inny. Relikwiarz, to niewielka skrzynka, wielkości dawnego pudełka na herbatę, wykonana z grubej miedzianej blachy. Na wieczku wytłoczono krzyż oraz napis: „Z obozu zagłady Auschwitz-Birkenau 1940-1945”. Relikwiarz można otworzyć. Odkręca się dwie mosiężne śruby i wieczko skrzynki ustępuje. Wnętrze wyścielono białym lnem. W samym środku znajduje się małe wgłębienie o wymiarach 3 na 4 cm. Pod celuloidową przykrywką znajduje się mszał ojca Maksymiliana. Nie księga, ale gryps: pasek papieru o szerokości niewiele ponad 3 cm i długości około 20 cm, poskładany w harmonijkę, obustronnie – od brzegu do brzegu – wypełniony starannym ręcznym pismem. Litery są równe, kaligrafowane, czerwone i granatowe. Karteczka zawiera formularz łacińskiej mszy za zmarłych „De Profundis”. Są to: antyfony, modlitwy, teksty czytań, prefacja i kanon – pełny zestaw tekstów potrzebnych do sprawowania Eucharystii w przedsoborowym rycie. Mszał przypomina szkolną ściągawkę. Został tak opracowany, by można go było łatwo ukryć. Nie wiadomo, kto jest jego autorem. Można przypuszczać, że został przygotowany poza obozem, a na jego teren cudem udało się go przemycić.

Kielich obozowy

Mieści się w okazałym relikwiarzu, wykonanym z mosiądzu i stali - dwie sylwetki wychudzonych ludzi w obozowych pasiakach na wyciągniętych w górę rękach podtrzymują przeszkloną latarnię, w której znajduje się kielich. To naczynie znów odbiega od potocznych skojarzeń. Obozowy kielich wykonano z blachy. Jest wierną kopią, miniaturką kielicha mszalnego – ma około 7 cm wysokości i średnicę nie przekraczającą 3 cm. Poszczególne jego części – czaszę, nóżkę i podstawkę – można rozkręcić i osobno ukryć.

Ojciec Maksymilian używał mszalika i kielicha do Mszy św., którą odprawiał potajemnie w piwnicy bloku 25A. Przedmioty te rozpoznał i ich autentyczność potwierdził współwięzień ojca Kolbego ks. Konrad Szweda, który przeżył obozową gehennę.


Pan Franciszek Ptasznik, urodzony 20.08.1910 r. w Michałkowicach koło Cieszyna, był pracownikiem cywilnym niemieckiej firmy Kluge, na terenie obozu zajmującej się budową baraków, a następnie więźniem obozowym o numerze E-3021. Za złamanie niemieckiej dyscypliny, czyli za rozmowę z więźniem podczas pracy i opuszczenie koszar, dostał karę trzymiesięcznego aresztu w bloku nr 25A, w którym więźniowie spotykali się na wspólnych modlitwach. Tam też księża w piwnicy odprawiali potajemnie Msze św. Pewnego wieczoru ks. Studlik (który był sekretarzem ks. abp. Sapiehy) spodziewając się wywiezienia do KL Dachau prosił, by wynieść z obozu małe przedmioty kościelne i zanieść je do ks. Józefa Bylicy z Włosienicy. W zawiniątku był metalowy (srebrny) kielich złożony z dwóch części, stojący krzyżyk, maleńka książeczka i stuła. Franciszek Ptasznik wynosił codziennie w nogawce spodni jeden przedmiot, następnie zawiniątko (czyli wszystkie te przedmioty) w torebce z cukru zaniósł do proboszcza z Włosienicy. Ks. Józef Bylica, bojąc się rewizji na plebanii, rzucił torebkę za piec kaflowy w kancelarii. Po wojnie ks. Bylica pokazywał te relikwie podczas nabożeństw w kościele we Włosienicy.

O przedmiotach tych dowiedział się także ks. prałat  Jan Skarbek z Oświęcimia, który otrzymał je od ks. Bylicy. Potem, gdy zaczęto budować kościół pod wezwaniem św. Maksymiliana Męczennika, za staraniem ks. bp. Kazimierza Górnego, zostały one przekazane do naszej parafii. Pan Franciszek doczekał wyzwolenia obozu, po wojnie pracował w fabryce tytoniu i mieszkał w Oświęcimiu (na terenie naszej parafii) przy ul. Kusocińskiego 1.